Przykład do naśladowania...
Mam na imię Aldona, niedawno skończyłam 27 lat i zrzuciłam moje ciężkie i okropne ciało, aby stać się motylem…
Moja przygoda z dietą Dukana...
Nigdy nie byłam szczupła. Nigdy też nie odżywiałam się zdrowo. Byłam zbyt dużym łakomczuchem, tyłam dwa czy trzy kilogramy w roku… Możecie sobie wyobrazić, do czego to prowadzi po 15 latach. Z kilku nadprogramowych kilogramów zrobiła się nadwaga, a potem otyłość - ważyłam już 85 kilogramów przy wzroście 1,72 m i nosiłam ubrania w rozmiarze 48.
Nigdy nie lubiłam swojego ciała, nadszedł czas na reakcję, nigdy nie byłam na diecie.
W połowie stycznia znalazłam w internecie informację o metodzie, która zapewnia większe wsparcie przez cały czas trwania odchudzania, utrwalania, jak również stabilizacji. Bingo! To był punkt zwrotny- tego samego dnia zaczęłam czytać książkę Pierre'a Dukana, dietetyka, i ustaliłam swoją właściwą wagę na stronie internetowego coachingu. Wagę 68 kilogramów miałam osiągnąć w maju.
Trudno mi było w to uwierzyć, jako osoba dorosła nigdy nie osiągnęłam takiej wagi, zawsze byłam puszysta…
W pierwszych tygodniach męczyły mnie moje stare nawyki, ale miałam silną wolę. Łagodnie, niemalże spokojnie, dobre przyzwyczajenia wyparły te stare. Dowiedziałam się o rzeczach, które będą dla mnie dobre przez całe moje życie. Daję nawet dobre rady osobom z mojego otoczenia, które nie mogły uwierzyć, że chudnę w oczach, chociaż nie głodzę się i jem smaczne rzeczy. Nie mówiąc już o nieprzerwanym dobrym humorze - kto by w to uwierzył! Nie traktowałam tego tylko jak diety, ale jako nowy sposób żywienia i normalne podejście (wreszcie!) do jedzenia.
Czas mijał i nie robiłam ŻADNYCH odstępstw pomimo zaproszeń, ślubów, bankietów… Nie ulegam pokusie i jestem z tego dumna, a wszystko bez odmawiania sobie niczego! Nigdy nie umiałam jakoś szczególnie dobrze gotować, a teraz pichcę drobne, pyszne dania i zabieram je wszędzie ze sobą: moje kanapki z serem i szynką, bezy cynamonowe, pasztet z zająca po prowansalsku czy też naleśniki z orzechami… Moi bliscy są zaskoczeni: Przecież ty wcale nie jesteś na diecie!, Daj mi spróbować trochę tego, co jesz, to wygląda smakowicie!…
W połowie maja zrzuciłam 17 kilogramów i ważyłam 68 kilogramów. Moja rodzina, z którą się rzadko spotykam, prawiła mi same komplementy, a ja się czułam dobrze i czułam się piękna.
Chciałam tylko wydłużyć fazę ataku do kilku tygodni, bo marzenie osiągnięcia pięknego ciała wydawało się takie realne (miałam jeszcze trochę krągłości, bo nie ćwiczyłam). Ustaliłam sobie program ćwiczeń fizycznych, aby nabrać mięśni i wysmuklić sylwetkę – cały czas w fazie utrwalania… Trochę pływania, ćwiczeń cardio, jazdy na rowerze… Miałam zapał i dużo energii. We wrześniu zrobiłam podsumowanie: ważyłam 62 kilogramy i nosiłam ubrania w rozmiarze 38 i dodatkowo miałam silną wolę, ale przede wszystkim dobrze się czuję i prawidłowo się odżywiam..
Faza utrwalania jest niemal zbyt piękna, żeby mogła być prawdziwa, czasami moje królewskie uczty składają się z produktów spożywczych dopuszczalnych w przypadku innych dań! Dobrze mi służą! Zrzuciłam jeszcze jeden kilogram, jeszcze przede mną długa droga, ale nigdy wcześniej nie miałam takiej wiary w siebie i w moją silną wolę. Ostatnio widziałam znajomych, z którymi nie miałam kontaktu od wielu miesięcy - zaniemówili! Co za szczęście! Jaka satysfakcja! Najbardziej mi schlebiało to, że niektóre osoby same zaczynały stosować metodę Dukana…
Zatem jeśli mnie się udało, wszystkim się może udać.
- Najbardziej lubię: jajka na miękko
- Delektuję się: kanapka z serem i szynka Dukana i kurczakiem w sosie curry
- Moje ulubione ćwiczenie: hula-hoop (naprawdę!)
- Najpiękniejszy komplement: pomóż mi rozpocząć dietę Dukana, jesteś dla mnie przykładem
- Co mnie podtrzymuje na duchu? Jestem w końcu SOBĄ!
- Moja rada dla innych Dukanistów: gotujcie z przyjaciółmi, a nie będziecie odczuwać monotonii i zmeczenia! To też jest najlepszy sposób na pokusy odstępstw.
















